Każdy ma parę scen filmowych, które z jakiś powodów tkwią w jego pamięci. Oto jedna z takich właśnie scen, która zapadła w mojej.
Na kremowobiałych ścianach tańczą jasne odblaski promieni świec. W ciepłym półmroku, zielony stolik oplata krąg porcelanowych ludzkich twarzy. W tle delikatne liryczne zawodzenie skrzypiec nadające całości onirycznego charakteru. Salę co chwilę przeszywają delikatne piski podnieconej widowni i wyraźny „francuski” głos krupiera.
Spojrzenie przyciąga dama w kapeluszu z wielkim białym piórem. Jest jakby odcięta od całej sceny, jeszcze bardziej nieruchoma i statyczna. Obok niej siedzi tajemniczy jegomość o mozartowskiej aparycji. Jego delikatne skinienia sugerują jakąś więź między tymi ludźmi. Jednakże wzrok damy przyciąga mężczyzna siedzący naprzeciw. Ich spojrzenia delikatnie krzyżują się przenosząc widza do tego małego kawałka ich intymności. Cała gama emocji wędruje po cienkiej linii między spojrzeniami kochanków. Sytuacja zostaje wyraźnie dostrzeżona przez towarzysza siedzącego obok. Dama parokrotnie opuszcza wzrok. Mężczyzna z naprzeciw podaje żetony – jaki błahy i nic nieznaczący gest, a jednak w tym wypadku jest namiastką fizycznego kontaktu… Z jakim pietyzmem kochanka odbiera tę parę krążków chłonąc resztki ciepła na nich pozostawione. Cóż za bogactwo barw i sygnałów. Zresztą zobaczcie sami.
Opowiedziana z polotem historia irlandzkiego młodzieńca, któremu udało się wedrzeć najpierw w wojskowe łaski, a następnie do samej arystokracji, zasłużyła sobie na cztery statuetki Oscara, m.in. za zdjęcia i ścieżkę dźwiękową. W kwestii tych pierwszych warto wspomnieć, że wewnątrz pomieszczeń używane było jedynie naturalne, tj. świecowe, oświetlenie. Pozwoliło to stworzyć wiele klimatycznych scen, takich jak ta powyżej oraz doskonale wpasować się w klimat XVIII wieku.
– Piotr Sochalewski
